Szybka rybka dla dzieci

wp_20161124_14_39_56_pro

O tym, że ryby są zdrowe nie trzeba nikomu przypominać. Zaleca się spożywanie produktów rybnych minimum raz w tygodniu. Jednak nie wszystkie ryby nadają się do spożywania przez małe dzieci i ważne znaczenie ma sposób ich przyrządzania.

JAKIE RYBY DLA DZIECKA

Dzieci powinny spożywać zarówno ryby tłuste jak i chude. Zalecane jest podawanie łososia, makreli atlantyckiej, dorsza, mintaja, morszczuka, solę, karp, pstrąg oraz węgorz.

Niezalecane jest podawanie ryb drapieżnych takich jak: rekin, makrela królewska, miecznik oraz okoń ponieważ kumulują one znaczną ilość szkodliwych substancji i metali ciężkich.

JAK PRZYRZĄDZIĆ RYBĘ DLA DZIECKA

Najlepiej podawać dziecku rybę gotowaną w wodzie lub na parze bądź rybę pieczoną.  Niezalecane jest podawanie dziecku ryb smażonych w głębokim tłuszczu. Należy unikać ryb wędzonych ponieważ podczas ich wędzenia wytwarzają się szkodliwe związki a dodatkowo w ich składzie jest bardzo duża ilość soli. Niewskazane są również ryby w zalewach i konserwy rybne.

OD KIEDY RYBA

Teoretycznie ryby można podawać dziecku już od 7 miesiąca życia. Należy obserwować dziecko ponieważ ryba zawiera wiele substancji alergizujących i nie wiadomo jak organizm zareaguje na pierwsze podanie tego zdrowego posiłku.

Ryby zawierają nienasycone kwasy tłuszczowe omega-3 i w mniejszych ilościach omega-6, które są niezbędne dla prawidłowego wzrostu i rozwoju dziecka.  Substancje te wspierają odporność dziecka i dodatkowo działają korzystnie na jego wzrok. Zawierają również jod, który wpływa na prawidłowy rozwój mózgu dziecka oraz witaminę D.

Ponieważ dzieci nie zawsze mają ochotę na rybę a ich ulubionym przysmakiem często są tłuste paluszki rybne poniżej przedstawiam Wam przepis na zdrową rybkę, którą polubi każdy maluch.

Składniki

  • opakowanie ryby mrożonej (u mnie mintaj z Biedronki ze względu na małą ilość glazury),
  • cytryna
  • masło
  • przyprawa do ryb
  • sól, pieprz

Rybę rozmrażamy, osuszamy i przyprawiamy solą, pieprzem oraz przyprawą do ryb. Układamy jeden filet na folii aluminiowej, kładziemy na niego plaster cytryny oraz kawałki masła.

 

Zawijamy rybę szczelnie aby nie wypłynęły soki podczas pieczenia. Nagrzewamy piekarnik do 175 stopni i pieczemy rybę przez 30 minut. Po wyjęciu rybka jest delikatna i ma lekko cytrynowy posmak.

wp_20161124_14_48_46_pro

Podczas pieczenia mamy chwilę więc możemy ugotować ryż i przyrządzić smaczną sałatkę np. z pomidora, ogórka i sałaty lodowej.

wp_20161124_15_06_15_pro

Kilkanaście minut i mamy zdrowy i smaczny obiad dla całej rodziny.

 

 

 

Kochane kłopoty po latach

netflix-gilmore_girls_a_year_in_the-life-2

Pamiętacie serial „Kochane kłopoty” (Gilmore Girls) emitowany w okresie od 2000 r. do 2007 r. ? Opowiadał o przygodach matki i córki: Lorelai i Rory Gilmore. Osobiście obejrzałam 7 sezonów i uważam, że to jeden z ciekawszych seriali w tamtym czasie. Rory uczy się w pobliskiej szkole w Chilton, jej matka natomiast prowadzi hotel Independence Inn. Razem przeżywają problemy szkolne i sercowe Rory, a także konflikty Lorelai z rodzicami. Wielkim atutem tego serialu były dobrze napisane dialogi pomiędzy głównymi bohaterami, które bawiły i nie powodowały nudy przed telewizorem.

I teraz niespodzianka. Stacja telewizyjna Netflix wypuściła trailer 4 odcinków specjalnych zatytułowanych Gilmore Girls: A Year in the Life.  Premiera wszystkich odcinków zaplanowana jest na 25 listopada 2016. Niesamowita niespodzianka dla fanów serialu i dla takich osób jak ja, które z przyjemnością przypomną sobie stare dobre czasy. A najlepsze jest to, że w nowej wersji zagrają prawie wszyscy aktorzy z poprzedniej serii.

Będziecie oglądać ?

 

Ćwiczenia na trampolinie

14917247_572386832949315_6581292445104739069_o

Pewnie słyszeliście już o jumping fitnessie czyli ćwiczeniach na trampolinie. Dokładnie miesiąc temu odważyłam się i zapisałam na zajęcia prowadzone w moim mieście. Nie wiedziałam czego się spodziewać i nie wiedziałam się, że już za pierwszym razem dostanę taki wycisk.

instagramcapture_cfef2ea9-c26b-4e04-9875-5dca97ce057a

Na czym polega jumping fitness?

Jumping fitness to trening,  który pomaga wzmacniać i kształtować sylwetkę jednocześnie czerpiąc radość ze skakania. Trenujemy na jednoosobowej, bardzo stabilnej trampolinie. Na moich zajęciach ćwiczenia to połączenie dynamicznej zumby, szybkiego cardio i spokojniejszego aerobiku.

Zalety ćwiczeń na trampolinie

W sieci można znaleźć wiele opinii, że jumping pozwala spalić 2000 kalorii podczas jednego treningu. Jest to oczywiście nieprawdą ponieważ jeden trening to spalenie około 800 kalorii co jest też niezłym wynikiem. Podobno skakanie na trampolinie jest kilka razy skuteczniejsze niż bieganie. Widząc ilość wylewanego potu podczas treningu raczej się z tym faktem zgodzę.

Dlaczego jeszcze warto ćwiczyć na trampolinie?

  • skakanie sprawia nam dużo radości, zmniejsza poziom stresu i odpręża,
  • to świetny trening kondycyjny pomagający usprawnić krążenie oraz dotlenić organizm,
  • to jedna z najskuteczniejszych form aktywności dla osób odchudzających się gdyż przyspiesza przemianę materii, stymuluje procesy trawienne i uwalnia toksyny z organizmu,
  • wzmacnia mięśnie całego ciała.

Za mną dokładnie 10 treningów. W międzyczasie unikam słodyczy oraz smażonego jedzenia pozwalając sobie często na odstępstwa od tych ograniczeń. I muszę przyznać, że widzę efekty. Waga drgnęła może o kilogram ale obwód zmniejszył się znacznie, zniknęły boczki a brzuch po dwóch porodach powoli zanika. Ćwiczenia spodobały mi się bardzo z jednego względu – nie obciążają kręgosłupa i kolan a zawsze miałam z tym problemy. Po pierwszych nie bolało mnie nic i nie miałam nawet zakwasów. Byłam w szoku.

Ale najważniejsze jest to że jumping daje mi niesamowitą frajdę. Wracając zmęczona po pracy z ciężkim sercem ubieram się na wieczorne ćwiczenia, powoli sunę na salę gimnastyczną i jak ślimak wskakuję na trampolinę. Ale już po pierwszych rytmach muzyki dostaję taki zastrzyk adrenaliny, że mogłabym skakać kilka godzin. Jeżeli macie możliwość skorzystania z takiej oferty treningu to polecam ogromnie. To coś niesamowitego.

A na koniec wrzucam kilka piosenek aby pokazać Wam w jakim tempie odbywa się skakanie na trampolinie 🙂

Halloween i radość dziecka

2014-10-31-0151-1024x576

Dla mnie Halloween to żadne święto a ten dzień traktuję jak każdy inny. Od wielu lat dzień 1 listopada jest dla mnie dniem zadumy a przepychanie przez tłumy ludzi na cmentarzu traktujących ten dzień jako rewię mody nie jest dla mnie. Wolę zapalić świeczkę kilka dni wcześniej lub później.

Oczywiście przez 1 listopada mamy amerykańskie święto, które już na dobre zawitało w naszych domach. O moim podejściu do Halloween pisałam tutaj Pogańskie czy chrześcijańskie święto ?.

Jako matka dwójki małych dzieci czasem muszę poddać się kulturze zachodu i spełnić oczekiwania moich latorośli odnośnie zbierania cukierków po sąsiadach. Nie uważam tego za coś złego więc w tym roku moja córka zapuka do kilku mieszkań, przebrana za jakiegoś stworka i wydębi od sąsiadów trochę słodkości. Sama mam zamiar zaopatrzyć się w misę cukierków bo jak co roku pojawi się w drzwiach jakiś maluch z uśmiechem krzyczący „cukierek albo psikus” A ponieważ nie jestem starym zgryźliwym tetrykiem mam zamiar uczestniczyć w tej zabawie bez żadnych podtekstów religijnych czy kulturowych. Chcę po prostu zrobić swoim dzieciom przyjemność.

Western City

5

Za nami kilka bardzo jesiennych dni a przed nami prawdopodobnie piękna słoneczna sobota. Nasza czwórka w takie dni pakuje z rana plecaki i jedzie w Karkonosze. Jeżeli nie macie planów na weekend mogę polecić Wam sprawdzone miejsce a mianowicie Western City w Karpaczu. Zbieraliśmy się do odwiedzenia tego miejsca prawie rok. Nigdy nie było czasu a poza tym wydawało nam się, że przyjemność taka jest dość kosztowana. W ostatni weekend września pogoda była tak piękna, że grzechem było siedzieć w domu i nie skorzystać z atrakcji naszych pobliskich gór.

2

Western City to osadzony w westernowym klimacie park rozrywki, kowbojskie miasteczko, którego drewniane budynki są ściśle wzorowane na zabudowaniach z Dzikiego Zachodu. W centrum miasta znajduje się Saloon, w którym oczywiście możemy się napić „wody ognistej”, jak również zjeść kowbojski posiłek przyrządzony przez saloonowe dziewczęta. Znajdziemy tu również biuro Szeryfa, który strzeże prawa i porządku, Western Press, Sklep Kolonialny, Pocztę. Stojący w pobliżu Saloonu Bank często pada ofiarą napadów żądnych złota rewolwerowców z bandy Morgana, którzy usiłują pokonać szeryfa i przechwycić wielką dostawę złota. Widowiskowe strzelaniny można zobaczyć codziennie o godzinie 15.10. Czas ten nie został wybrany przypadkowo – każdy wielbiciel westernów pamięta słynny „15.10 do Yumy”. Inne przedstawienie z życia kowbojów zobaczymy o godzinie 12.00.

3

A cóż mogłoby się odbywać w samo południe, jeśli nie pojedynki rewolwerowców? Skórzane kapelusze, kurtki z frędzlami i rozetami symbolizującymi przyjaźń z Indianami, czapsy – specjalne skórzane ochraniacze na spodnie do jazdy konnej, różnobarwne chusty, przy pasach ozdobne kabury i kolty, zawsze pod ręką – tak wyglądają kowboje i kowbojki – obsługa miasteczka. Po ulicach przechadzają się również piękne panie w długich sukniach z gorsetami, wachlując się pięknie wyszywanymi wachlarzami, rozmawiając z gośćmi i opowiadając o historii Dzikiego Zachodu oraz licznych atrakcjach Western City.

1

Powiem Wam szczerze, że dawno tak się nie ubawiłam jak w tym miasteczku. Atrakcji jest tyle, że ciężko je przerobić w kilka godzin. Polecam to miejsce wszystkim rodzicom a szczególnie tym, którzy cały tydzień pracują w zamkniętym pomieszczeniu i brakuje im zabawy na świeżym powietrzu. My byliśmy zachwyceniu a nasze dzieci nie zdążyły wyjechać z parkingu a już spały w najlepsze 🙂

4

 

Aborcyjny chaos

stop_aborcji

Czy idziesz w poniedziałek do pracy czy strajkujesz ? Pewnie wiele kobiet w kraju zadaje sobie ostatnio to pytanie. Osobiście nie interesowałam się tą całą wojną zwolenników i przeciwników aborcji gdyż mam na ten temat swoje zdanie i uważam, że żadna ustawa nie skłoni mnie do tego aby samej nie zadbać o swoje życie i życie moich dzieci. Jednak nie da się uniknąć tego tematu gdy jesteśmy nim bombardowani z każdej strony.

Uważałam, że największym politycznym strzałem w kolano obecnej partii rządzącej będzie grzebanie przy ustawie aborcyjnej. Postanowiłam prześwietlić źródło problemu i z ciekawością zapoznałam się dziś zarówno z obecnie obowiązującą ustawą jak i z obywatelskim projektem.

Według informacji uzyskanych z sieci dowiedziałam się że projekt zmian został złożony przez Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „Stop Aborcji”. Pomimo moich dość prawicowych poglądów muszę przyznać, że takiego „gównianego” projektu dawno nie widziałam. Zaledwie dwie strony zmian spowodowały tyle zamieszania. Mam wrażenie, że ktoś usiadł, wpadł na pomysł, że wykreśli połowę rzeczy z aktualnej ustawy i przedstawi to jako projekt inicjatywy obywatelskiej.

Po pierwsze obecny art. 2 ust. 1 mówi o tym, że Organy administracji rządowej (…), są obowiązane do zapewnienia kobietom w ciąży opieki medycznej, socjalnej i prawnej w szczególności poprzez opiekę prenatalną nad płodem oraz opiekę medyczną nad kobietą w ciąży (…)

będzie brzmiał 

Organy administracji rządowej (…), są obowiązane do zapewnienia kobietom w ciąży opieki medycznej, socjalnej i prawnej w szczególności poprzez opiekę medyczną nad kobietą w ciąży oraz dzieckiem poczętym,”;

Art. 2a brzmi:  Organy administracji rządowej oraz samorządu terytorialnego, w zakresie swoich kompetencji określonych w przepisach szczególnych, są zobowiązane zapewnić swobodny dostęp do informacji i badań prenatalnych, szczególnie wtedy, gdy istnieje podwyższone ryzyko bądź podejrzenie wystąpienia wady genetycznej lub rozwojowej płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej życiu płodu.

będzie brzmiał

Organy administracji rządowej oraz samorządu terytorialnego, w zakresie swoich
kompetencji określonych w przepisach szczególnych, są zobowiązane zapewnić pomoc materialną i opiekę dla rodzin wychowujących dzieci dotknięte ciężkim upośledzeniem albo chorobą zagrażającą ich życiu, jak również matkom oraz ich dzieciom, gdy zachodzi uzasadnione podejrzenie, że do poczęcia doszło w wyniku czynu zabronionego.”

W projekcie usunięto całkowicie słowo opieka prenatalna. Czyli jak za dawnych czasów kobieta ma zajść w ciążę, nosić dziecko 9 miesięcy a potem czekać na rozwiązanie i wtedy przekona się czy dziecko będzie zdrowe, żywe czy może nie przeżyje no ale taka była przecież wola stwórcy. 

Ale najlepsze są zmiany art. 4, które mnie totalnie zmroziły. Przepis ten ogólnie mówi o tym, że do szkół wprowadza się wiedzę o życiu seksualnym człowieka, o zasadach świadomego i odpowiedzialnego rodzicielstwa, o wartości rodziny, życia w fazie prenatalnej oraz metodach i środkach świadomej prokreacji. Ponadto zwiera przepisy, które dla nas kobiet są niezmiernie ważne a mianowicie te przypadki w których można usunąć ciążę a mianowicie gdy:
1) ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej,
2) badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże
prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo
nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu,
3) zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu
zabronionego.

będzie brzmiał

art. 4 ust. 1 otrzymuje brzmienie:
„1. Do programów nauczania szkolnego wprowadza się wychowanie do życia w rodzinie obejmujące wiedzę o zasadach odpowiedzialnego rodzicielstwa oraz wartości rodziny i ludzkiego życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Nauczanie w tym zakresie musi respektować normy moralne rodziców i wrażliwość uczniów. Udział w zajęciach wymaga pisemnej zgody rodziców lub pełnoletnich uczniów.”;

i wykreśla się całość odnoszącą się do usuwania ciąży.

Gdy słuchałam komentarzy w telewizji nie chciało mi się wierzyć, że czeka nas powrót do „ciemnogrodu”. Ale niestety projekt ustawy ma właśnie taki cel. Nasze dzieci nie mogą wiedzieć co to jest seks, co to jest antykoncepcja, świadome rodzicielstwo. Kobiety muszą rodzić dzieci nawet gdy płód jest chory a ciąża zagraża ich życiu.

Powiedzcie mi co za kretyn to wymyślił. Przecież nie żyjemy w średniowieczu. Nie przeskoczymy rozwoju cywilizacyjnego i nie cofniemy się z postępem nauki. Tak się niestety nie da. Może kiedyś nie było edukacji seksualnej w szkołach, nasze mamy nie mówiły nam o antykoncepcji ale nie było też internetu i wylewającej się z niego pornografii, dzieciaki traktowały seks jak tabu a nie jak zabawę i czasy były całkowicie inne.

Zastanawiam się w jakim celu ktoś próbuje zmienić naprawdę dobrą ustawę. Ustawę która zezwala na dokonywanie aborcji w naprawdę skrajnych przypadkach. Mam wrażenie, że jest to celowe działanie mające na celu sianie zamętu i próbę rzucania kłód pod nogi obecnego rządu. Po co zmieniać coś co sprawdziło się przez wiele lat. Przecież nie chcemy żyć w kraju w którym kobieta będzie bała się zajść w ciążę w obawie, że nie dowie czy dziecko noszone w jej łonie jest chore czy zdrowe. Ciekawa jestem ile z tych osób, które podpisały się pod obywatelskim projektem Stop Aborcji, wychowuje chore dzieci lub dzieci zrodzone z gwałtu. Ile z tych osób widziało jak wygląda płód zniekształcony i zdeformowany. Ilu z nich straciło matki, żony czy córki, które zmarły przy porodzie. I czy ktoś z nich widział jaką tragedią dla kobiety jest stracić dziecko w ciąży po wielu tygodniach oczekiwania i snucia nadziei na przyszłość.

Kiedyś nie było opieki prenatalnej, nie było dobrego sprzętu do USG i kobiety rodziły modląc się na porodówkach aby ich dzieci miały dwie rączki i dwie nóżki. Gdyby istniała wtedy opieka prenatalna to dziś obok mnie siedziałaby moja siostra bliźniaczka, która była zdrowym dzieckiem lecz brak nowoczesnego sprzętu medycznego sprawił, że zabrakło jej kilka minut aby żyć razem z nami na tym coraz dziwniejszym świecie. Osobiście jestem przeciwnikiem aborcji lecz chcę aby decyzja o tym czy zaryzykuję i urodzę chore dziecko lub o tym czy urodzę dziecko gwałciciela była tylko moją decyzją zgodną z moim sumieniem za którą to ja odpowiem kiedy nadejdzie właściwa pora.

Mam nadzieję, że obywatelski projekt utknie w konsultacjach i jak wiele takich beznadziejnych projektów zostanie wyrzucony do sejmowego śmietnika.

 

 

 

Królik Iluzjonista i Festiwal Sztuk Magicznych

krolikiluzjonista_banner_560x560

Bardzo ciężko jest być pracującą na pełny etat mamą, która po powrocie do domu ma do ogarnięcia dwójkę dzieci. Szczególnie w okresie jesiennym gdy często za oknem pada deszcz a w pokoju dziecięcym co chwile dochodzi do krzyków i pisków, ważne jest aby znaleźć im zajęcie.

Kilka dni temu dzięki współpracy z wydawnictwem IUVI mogłam chwilowo zająć starszą pociechę i zaprezentowałam jej książeczkę „Królik Iluzjonista i Festiwal Sztuk Magicznych” Patrici Geis. Nie jest to typowa opowieść o króliczku, który biega po lesie i czaruje. Wręcz przeciwnie gdyż jest to zbiór 25 magicznych sztuczek i iluzji optycznych sprawiających, że najbardziej wiercące się dziecko przysiądzie na kanapie i z ciekawością odda się magii.

W książeczce znajdziemy iluzje i złudzenia optyczne, które sprawiają wrażenie, że to my jesteśmy małymi czarodziejami i to my mamy wpływ na to, że kartki wirują. Książeczka jest przeznaczona jest dla dzieci w wieku od 5 do 7 lat. Pozwoli ona Waszym dzieciom rozwinąć swój zmysł kreatywności dając im jednocześnie wiele zabawy i radości. Polecam.

wp_20160924_20_20_22_pro-1

 

 

Jedno pokolenie wiele zmian

13731883_528636557324343_688332443626344449_o

Ostatnimi czasy w internecie napotykam w większości na wpisy o tym aby nie dawać klapsów, nie krzyczeć na dziecko, nie narzekać przy dziecku bo to może negatywnie wpłynąć na jego rozwój psychiczny. Zgadzam się z tym wszystkim i wiem, że krzyk i przemoc nie są niczym dobrym.

Zastanawia mnie tylko jedno. Jakim cudem ja i pokolenie ludzi mi podobnych jesteśmy normalni i jakoś wyszliśmy na ludzi. Przecież nasi rodzice nie mieli dostępu do internetu ani do innych mediów poza telewizorem i radiem. W telewizji leciało kilka programów ocenzurowanych przez komunistyczne państwo a w radiu nie było skocznej muzyki tylko propaganda. Skąd więc nasi rodzice wiedzieli jak nas wychować ?

Jak to się stało, że ja i moi znajomi nie krzyczymy, nie bijemy swoich dzieci i do tego nie jesteśmy rozwydrzonymi bachorami. Przecież gdy byliśmy dziećmi nie raz dostaliśmy w domu w tyłek a dzieciaki rozrabiające w szkole często dostawały linijką po łapach. Nasi rodzice rano prowadzili nas do przedszkola, tłukli się komunikacją miejską do pracy, potem pracowali w domu (nie było pralek elektronicznych, suszarek itp) i wieczorem padali zmęczeni na kanapie. Większość z nas sama odrabiała lekcje, nie chodziliśmy na korepetycje a jedynym zajęciem dodatkowych było harcerstwo a wcześniej zuchy. Nikt nie miał czasu na zajęcia kreatywne, nauki języków obcych, balety, tańce itp. Bawiliśmy się na podwórku zbierając kamienie, grając w klasy lub bujając się na trzepaku. Nikt nie dostał tężca od zjedzenia łyżki piachu czy wypiciu wody sodowej z dystrybutora podanej kilku osobom w tej samej szklance. Dostać to mogliśmy rozwolnienia od zjedzenia kilku garści dzikich śliwek z drzewa na podwórku. Jesteśmy ostatnim pokoleniem dzieci, które żyło w spokojnych czasach.

Moje ulubione zdjęcie przedstawiające leżakowanie pod chmurką.
Moje dzieci nie miały takiego przedszkola a szkoda.

0003923UKS9VMINT-C317-F3

Współczuję naszym dzieciom, że nie mają tak spokojnego dzieciństwa jakie mieliśmy my. Z każdej strony są bombardowane wizją idealnego dzieciństwa wspieranego przez idealne rodzicielstwo. Nie mogą się brudzić bo nowa sukienka jest droga, nie mogą pożyczyć koleżance zabawki bo może ją uszkodzić. Nie mogą wyjść same na dwór bo za rogiem może czyhać zboczeniec albo porywacz. Strach zabrać je na większy koncert w obawie przed terrorystą zamachowcem.

Nasze dzieci mają idealnych rodziców, którzy wracają zmęczeni z pracy i zamiast bawić się z nimi wlepiają wzrok w ekrany telefonów czy komputerów. I Ci właśnie rodzice siedzą wieczorami przed komputerem opisując wizję idealnego rodzicielstwa tęczą i słodkością ociekającego.

Ale rodzicielstwo nie powinno być idealne. Dzieci powinny mieć możliwość ubrudzenia nowych spodni w błocie, usmarowania buzi czekoladą czy rozwalenia kolana na rolkach. Pozwólmy im czasem nakruszyć na naszą idealnie wypolerowaną podłogę lub zjeść kolację przed telewizorem. Nie zabierajmy im radości z dzieciństwa.

Pamiętajmy tylko, że dzieci muszą również wiedzieć co to złość, krzyk i ból. Bo gdy odetniemy ich od tych bodźców to wychowamy sieroty nie dające sobie rady w życiu. Bo życie w dzisiejszych czasach jest o wiele trudniejsze niż pokolenie wcześniej.

Jednak jest to tylko moja subiektywna opinia.

źródło zdjęcia

Dinopark Szklarska Poręba

WP_20160814_13_21_17_Pro

Ostatnie dni wakacji to dla rodziców odpowiedni czas aby zapewnić swoim pociechom niezapomniane wspomnienia w gronie rodzinnym. Kilkanaście dni temu odwiedziliśmy magiczne miejsce jakim jest Dinopark. Muszę przyznać, że moje dzieci były pod ogromnym wrażeniem tego miejsca. I nie tylko one.

WP_20160814_13_22_42_Pro

 Dinopark zgodnie z opisem na stronie  jest położony jest w otulinie Karkonoskiego Parku Krajobrazowego w miejscowości Szklarska Poręba. Górski klimat i bliskość natury połączona została z parkiem edukacji i rozrywki dla osób w różnym wieku. Piękno i urokliwość tego miejsca oraz niezliczona ilość atrakcji sprawi, że każdy znajdzie tu coś dla siebie i spędzi niezapomniane chwile.

Jedną z głównych atrakcji parku jest ścieżka edukacyjna na której znajdują się rekonstrukcje kilkudziesięciu naturalnej wielkości dinozaurów. Tropem dinozaurów można przejść przez 500 mln lat ziemi i odbyć przyjemną lekcję historii. Sceneria pięknego lasu ze starymi drzewami, naturalnymi blokami skalnymi oraz bujną roślinnością pozwoli poczuć klimat sprzed milionów lat.

InstagramCapture_03c4d0e7-056d-4697-8138-23425358b7a7

WP_20160814_13_06_04_Pro

Osobiście byłam przekonana, że w Dinoparku zobaczymy kilka dinozaurów, jakieś place zabaw i tyle. Jak bardzo byłam w błędzie 🙂 Już przy wejściu widać, że czeka nas wiele atrakcji. Bilet normalny dla rodziców kosztuje 25 zł. Dzieci do 1 metra wzrostu wchodzą za darmo. Gdy chcemy aby maluchy skorzystały z dodatkowych atrakcji w postaci: płukania złota, strzelania, kolejki na szynach czy małpiego gaju muszą wykupić bilet w kwocie 15 zł.

WP_20160814_13_10_25_Pro Wycieczkę rozpoczynamy od małych okazów a gdy wchodzimy w głąb parku naszym oczom okazują się repliki ogromnych dinozaurów, które na nas zrobiły wielkie wrażenie.

WP_20160814_13_29_26_Pro

WP_20160814_13_31_33_Pro

Pół godziny spacerku i dochodzimy do parku rozrywki gdzie można posiedzieć w namiocie indiańskim, pobiegać po placu zabaw lub wykopać szczątki dinozaura w piaskownicy. Na koniec można skorzystać z parkowego baru gdzie znajdziemy zupę, frytki, kebab lub podobne smakołyki dla dorosłych i dzieci. I oczywiście nie możemy zapomnieć o sklepiku z pamiątkami gdzie uraczymy pociechy figurką dinozaura lub inną kolorową zabawką.

WP_20160814_13_48_18_Pro

WP_20160814_13_56_01_Pro

Jeżeli nie macie planów na niedzielę a mieszkacie w okolicy, musicie koniecznie zabrać swoje pociechy na niesamowitą przygodę w środku karkonoskich lasów.

Nie karmię publicznie

Fotolia_37589642_S-11

W ciągu ostatnich kilku dni w mediach dominuje temat publicznego karmienia piersią. Atmosferę podgrzewa początek procesu pomiędzy matką karmiącą, która została wyproszona z restauracji po tym jak chciała nakarmić dziecko a właścicielem lokalu twierdzącym, że jego klienci nie życzyli sobie takiego zachowania a klientka była głośna i przeszkadzała innym.

Ciężko odnieść się do tematu nie będąc świadkiem zaistniałej sytuacji. Nie zmienia to faktu, że publiczne karmienie piersią tu ostatnimi czasy temat tabu. Nie pomagają kampanie społeczne ukazujące piękno tego stanu ani porady specjalistów. Kobieta karmiąca publicznie piersią to laktacyjna terrorystka i zmusza wszystkich do oglądania jej wielkich i obwisłych cycków.

Śmieszy mnie trochę to całe medialne zamieszanie ponieważ uważam, że karmienie piersią to indywidualna sprawa każdej kobiety. Osobiście wykarmiłam dwoje dzieci lecz sporadycznie zdarzyło mi się robić to publicznie. Nie dlatego, że się wstydziłam ale dlatego, że starałam się aby moje dziecko zjadało posiłek w ciszy i spokoju. Zawsze uważałam, że małe dzieci nie powinny być ciągane z rodzicami po restauracjach, barach, marketach czy galeriach handlowych. Po prostu to nie jest odpowiednie miejsce dla dzieci przynajmniej dopóki nie skończą pół roku.

Nie potępiam matek, które karmią publicznie. Uważam, że karmienie jest piękną rzeczą i gdy sama widzę taką mamę (bardzo rzadko), pojawia się uśmiech na mojej twarzy i odrobina zazdrości ponieważ moje dzieciaki od piersi wolą już bułkę i parówkę. Jeżeli chodzi o spór pomiędzy matką karmiącą a właścicielem restauracji to ciężko stwierdzić kto ma rację.

Uważam, że dyskretne karmienie piersią nikomu nie przeszkadza i nie o to tutaj chodzi. Chodzi bardziej o wytyczenie granicy gdzie można to robić a gdzie nie. Jak napisałam wyżej jestem zwolennikiem karmienia piersią lecz osobiście nie znoszę matek chodzących z dziećmi po restauracjach o późnej porze. Będąc pracującą matką dwójki dzieci bardzo rzadko mam możliwość wyjść z mężem na kolację (w sumie to na palcach jednej ręki mogę policzyć takie wypady przez ostatnie 6 lat). I nie ma nic bardziej irytującego niż banda rozkrzyczanych dzieciaków w restauracji (nie będącej ani McDonaldem ani innym przybytkiem dla maluchów) po godzinie 20-tej. I gdyby w takiej sytuacji matka zaczęła karmić piersią nie miałabym jej tego za złe bo wiem, że dziecko nie jest robotem i czasem chce jeść nie o ustalonych wcześniej godzinach. Miałabym jej za złe, że naraża dziecko na stres i zmęczenie. I nie pozwala innym klientom restauracji na chwilę ucieczki od własnych dzieci, pieluch i krzyków.

źródło zdjęcia

Za stara na dziecko

InstagramCapture_6fd1b8b9-e1a3-4493-8f7c-94b175b86e39

Ostatnio będąc na spotkaniu klasowym dowiedziałam się, że jedna z moich koleżanek została babcią  a inna koleżanka z tego samego rocznika spodziewa się pierwszego dziecka. Gdy imprezowałam do rana ze znajomymi, zarywałam noce do egzaminów na studiach, moja koleżanka zmieniała pieluszki i zarywała noce wstając do swojego synka. Czyli robiła dokładnie to co ja robię przez ostatnie kilkanaście miesięcy. Zaczęłam zastanawiać się kiedy jest odpowiednia pora na rodzenie dzieci.

Zawsze uważałam, że rodząc w wieku 30 lat postąpiłam rozsądnie i miałam wszystko zaplanowane. Skończone studia, aplikacje, praktyki, stała praca, małżonek, mieszkanie itd. Niestety już wiem, że dziecko przewraca nasz świat do góry nogami i często z tym idą inne zawirowania powodujące, że powiedzenie „co nas nie zabije to nas wzmocni” nabiera dosłownego znaczenia. Nasz synek przyszedł na świat cztery lata po siostrze i sprawił, że staliśmy się prawdziwą, pełną rodziną. Teraz zaczynam się zastanawiać czy nie straciłam czasu na planowanie, naukę, rozsądek i inne ważne rzeczy kosztem dzieci.

Bo nie ma co ukrywać, im jesteśmy starsi tym mamy mniej cierpliwości i więcej spraw na głowie. Czasem patrzę się na 25 letnie matki i zazdroszczę im wigoru, pomysłów i radości z życia. Im jesteśmy starsze tym mamy większe problemy aby zajść w ciążę i niestety natury nie oszukamy. Nie ma odpowiedniego wieku na urodzenie dziecka. Czy mamy 20 lat czy prawie 40 i tak nie będziemy w pełni przygotowane do tego wydarzenia. Zawsze będzie jakieś ale. Szkoła, praca, studia, partner, mieszkanie, samochód, kredyt i tak dalej. Gdy znajdziemy partnera okazuje się, że nie mamy gdzie mieszkać. Gdy mamy mieszkanie to brakuje nam odpowiedniego partnera. Najważniejsze aby postępować zgodnie ze swoimi przekonaniami i nie robić nic na siłę. Bo dziecko to nie zabawka, nie możemy go zwrócić gdy będzie nam zawadzało.

Osobiście mogę stwierdzić, że urodzenie dziecka po trzydziestce było dobrym momentem. Chociaż znam kilka kobiet, które urodziły dzieci w wieku 20 lat i też nigdy nie narzekały z tego powodu. Gdy ja wychodzę z dziećmi na plac zabaw, one wysyłają dzieci na kolonię i imprezują w rytm piosenki Kultu „Gdy nie ma dzieci”. Robią dosłownie to samo co ja 14 lat temu imprezując w rytm piosenki Mr Zoob „Mój jest ten kawałek podłogi”. Ani one ani ja nic nie straciłyśmy a zyskałyśmy wiele radości i miłości.

Wakacje przed sezonem

2016-06-16-0895

Patrząc na aurę ostatnich dni cieszę się, że tegoroczny urlop już za nami. Od wielu lat wyjeżdżaliśmy na wczasy w drugiej połowie lipca i zawsze mieliśmy znakomitą pogodę. W styczniu tego roku trafiliśmy na świetną promocję noclegową i skusiliśmy się na wyjazd 10 czerwca czyli kilka dni przed sezonem letnim. Jeżeli szukacie pięknego i spokojnego miejsca nad Bałtykiem to osobiście gorąco polecam mój ukochany Dziwnów w którym lądujemy co roku planując wakacje. A w tej spokojnej miejscowości polecam niesamowicie magiczne miejsce jakim są Domy Wczasowe Joker w Dziwnowie.

WP_20160619_16_18_00_Pro

Ośrodek oferuje pokoje 2 i 3 osobowe oraz studia dla większych rodzin. My korzystając z promocji skusiliśmy się właśnie na Studio malinowe. Mieliśmy do dyspozycji salon, pokój, łazienkę, aneks kuchenny oraz piękny taras.

image0001

image0002

Z ulicy niepozorne wejście kryło wewnątrz piękne zacisze dla rodzin z dziećmi. Z tarasu mogliśmy wyjść sobie na zewnątrz np. skorzystać z grilla, dzieci szalały na placu zabaw a wszystko otoczone płotem więc nie musieliśmy obawiać się, że któraś pociecha ucieknie w siną dal.

WP_20160612_09_32_13_Pro

WP_20160612_09_32_38_Pro

Dosłownie krok za drzwiami znajdowała się stołówka z najlepszym w Dziwnowie jedzeniem. Na kuchni rządziła głowa rodziny czyli mama, której potrawy były świeże, zdrowe, naturalne i przepyszne. Od godziny 13 do 17 stołówka przyjmowała gości z zewnątrz, którzy mogli zjeść w środku bądź na tarasie. Przyznam szczerze, że dawno nie jadłam tak znakomitego placka po węgiersku a ogromna porcja (za jedyne 22 zł) starczała na dwie osoby.

WP_20160612_09_32_05_Pro

Osobiście mogę stwierdzić, że wakacje przed sezonem do strzał w dziesiątkę ponieważ jest o połowę taniej, nie ma tłumów na promenadach, plaże są prawie puste, nie ma tropikalnych upałów, nie ma straganów z pierdołami czyszczącymi w trybie ekspresowym nasz portfel.

  • 2016-06-11-0610

Ponieważ wakacje z dwójką małych dzieci nie sprzyjają nocnym imprezom, długim włóczeniem się po plażach, piciem piwa z paczką znajomych, nie potrzebujemy dyskotek czy knajp czynnych do rana.

Gdy dzieci chodzą spać przed 21 rodzicom wystarczy tarasik i trochę spokoju aby mogli nałapać sił przed kolejnym dniem. Bo wakacje z dziećmi nie służą nam aby odpocząć ponieważ nie jest to możliwe. One służą temu aby nasze pociechy zmieniły klimat dla zdrowotności. A rodzice odpoczną dopiero gdy wrócą do pracy 🙂 Kto ma dzieci ten pewnie wie co mam na myśli 🙂 Pozdrawiam i zapraszam do Dziwnowa. Do miasta, które urzekło nas wiele lat temu i zawsze do niego wracamy.

Allerco – dla delikatnej skóry

WP_20160604_15_11_04_Pro

Od kilku tygodni mam okazję testować najnowsze preparaty do pielęgnacji skóry w postaci emulsji do kąpieli oraz kremu przeciwko odparzeniom marki Allerco.

Jak wiadomo, małe dzieci mają skórę skłonną do podrażnień i alergii, która wymaga szczególnej uwagi. Preparaty firmy Allerco zawierają najwyższej jakości składniki zapewniające skórze alergicznej, suchej czy skłonnej do podrażnień skuteczną i kompleksową ochronę. Posiadają w swoim składzie molekułę Regen7 czyli substancję fizjologiczną, pochodzenia witaminowego która chroni przed powstawaniem podrażnień i działa łagodząco. Allerco to produkty hipoalergiczne, nie zawierające żadnych substancji zapachowych i barwników. Zmniejszają suchość skóry i odbudowują jej płaszcz hydrolipidowy. Preparaty te mogą być stosowane zarówno przez osoby o normalnej skórze ciała, skłonnej do okresowego wysuszania i nadmiernego rogowacenia naskórka.

500x500

Emulsja do kąpieli doskonale nawilża delikatną skórę dziecka. Nie ma zapachu ale doskonale się pieni. Mam wrażenie, że emulsja daje uczucie ukojenia dla suchej skóry i pozostawia na niej delikatną warstwę ochronną. Dobrze się wchłania i nie zostawia tłustych plam na ciuszkach. Może być stosowana nawet u noworodków

krembaby-300x300

Krem przeciw odparzeniom jest również dobrej jakości. Trochę przypomina swoją konsystencją sudocrem. Jest bardzo gęsty ale nakłada się wyjątkowo dobrze. Pozostaje na skórze i nie wsiąka w pieluszkę. U nas sprawdził się bardzo przy odparzeniach spowodowanych częstą kupką dziecka występującą przy ząbkowaniu.

Wszystkie produkty allerco  przeznaczone są do codziennej i regularnej pielęgnacji skóry:

*dzieci i niemowląt

*atopowej

*skłonnej do podrażnień i alergii

*przesuszonej, o obniżonym poziomie nawilżenia, z objawami nadmiernej szorstkości naskórka i skłonnością do jego złuszczania

*wrażliwej, reagującej podrażnieniami na wszelkiego rodzaju środki myjące, standardowe kosmetyki pielęgnacyjne i niekorzystne warunki otoczenia

 Polecam.